SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Różne punkty widzenia Polaków w reklamach Wirtualnej Polski (wideo)

Wirtualna Polska rozpoczęła wizerunkową kampanię reklamową pod hasłem „Punkty widzenia ścierają się w Polsce”. Akcję przygotowała wspólnie z agencją Scholz & Friends Warszawa.

Dołącz do dyskusji: Różne punkty widzenia Polaków w reklamach Wirtualnej Polski (wideo)

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
internauta
Nareszcie ktoś docenił inteligencję odbiorcy i to bez owijania w bawełnę
odpowiedź
User
To się zgadza
Jeśli ludzie zaczną mieć własne zdanie, będą myśleć trzeźwo i racjonalnie, będą dociekliwi, żądni wiedzy to będą się rozwijały elity i inteligencje narodowe w Polsce, tak jak było to w czasach przedwojennych, ale będzie to bolesne dla marketingu i mediów, bowiem to często właśnie te dwa czynniki wpływają na opinie ludzi, jeśli więc staną się oni oporni na ogłupianie, manipulację i oszukiwanie to te dwa sektory będą miały coraz to mniejsze pole działań, a nie oszukujmy się media żyją dzięki różnorodności zdań i podzieleniu społeczeństwa, marketing żyje zaś z zachcianek i słabostek ludzkich, a co sprawi, że ludzie będą nim zainteresowani? - odpowiedź prosta -cyfryzacja, bo dzięki niej nie musi zapychać nam skrzynek pocztowych masą reklam, teraz na bazie naszych zachowań w sieci marketing profiluje reklamy jak najbardziej precyzyjnie by zachęcić nas do ewentualnego kupna jakiegoś przedmiotu, jednak odbywa się to coraz częściej kosztem naszej prywatności, już w grę nie wchodzą dane podstawowe, marketing chciałby wiedzieć niemal wszystko o nas, ale jest to niebezpieczne i praktyki polegające na perfidnym gromadzeniu zbyt dużego bagażu danych powinny być zakazane. Żaden postęp w sferze medialno-marketingowo-cyfrowo-technologicznej nie może odbywać się kosztem utraty bezpieczeństwa, prywatności czy nawet zdrowia, a także z poczuciem bycia śledzonym, podglądanym czy podsłuchiwanym, jeśli zaś wszystko jest na przekór tym zasadom, a wszelkie zmiany w tych zakresach wdraża się mimo obaw społecznych, nastrojów sceptycznych, a nawet stawiając ludzi przed faktem dokonanym nie pytając o zdanie czy nawet akceptację to społeczeństwo ma naturalne prawo do zbojkotowania takiego pseudo-postępu, bo to nie postęp a jakaś mania spłycania, bzik, fetysz, by wszystko cyfryzować i automatyzować. Wystarczy spojrzeć jak w ciągu kilku lat dokonała się inżynieria psychospołeczna za sprawą smartfonów i mediów społecznościowych typu Facebook czy Instagram, te dwie rzeczy zmieniły optykę na rzeczywistość u mnóstwa ludzi, zmieniły mentalność o 180 stopni. Zmiany w zakresach medialno-marketingowo-cyfrowo-technologicznych nie mogą i nie powinny ingerować w relacje międzyludzkie, a definitywnie ingerują i wcale nie przyczyniają się bowiem do zacieśniania więzi, budowania zaufania między sobą, efekt jest całkowicie odwrotny - lawinowy wzrost depresji wśród młodych ludzi, popadanie w kompleksy, spadek twórczego i kreatywnego myślenia. Należy tylko współczuć dzieciakom, które nie zaznały czasów sprzed pojawienia się smartfonów i mediów społecznościowych. Skoro dorośli ludzie urodzeni w latach 60, 70 i 80 pamiętają czasy, gdzie nie było smartfonów, a media społecznościowe dopiero zaczynały się pojawiać - mówię tu latach 1995-2009 to powinni stanąć w obronie tego co utracili - czyli naturalności spotkań, którym nie towarzyszyły smartfony ani media społecznościowe. Mówi się, że lata 70, 80 i 90 na świecie miały swoje uroki, miały klimaty( nie mówię o Polsce, bo Polska dopiero w latach 90 była świeżo po upadku komunizmu), dlaczego zatem tak było? Ano dlatego, że była swojego rodzaju dynamika społeczna, ciągle coś się działo, ludzie byli bardziej aktywni, bardziej zaangażowani w życie i sprawy społeczne. Od 2010, może 2012 roku a więc czasów, gdzie smartfony funkcjonują pełną gębą, a media społecznościowe zakorzeniły się na dobre jest swego rodzaju stagnacja, jakiś taki marazm, nikomu nic się nie chce, każdy udaje, że nie ma czasu, wszyscy są zaganiani, ale co ciekawe na przykładowego Facebooka zawsze znajdą czas, na Smartfona tym bardziej. Paradoksalnie wszystko co potrzeba do życia zawarła w sobie dekada 2000-2009, no bo tak: Internet był, telefony komórkowe(zwykłe) były, sprzęt RTV i AGD( jedne i drugie zwykłe nie inteligentne) były. No więc czego chcieć więcej? Czy na prawdę musimy psuć wszystko by maszyny/roboty robiły za nas a algorytmy i sztuczna inteligencja myślały za nas? To jakaś niedorzeczność. Po co to wszystko? Po co to podpinanie do sieci każdego urządzenia( mowa o internecie rzeczy)? Po co to wciskanie na siłę cyfryzacji w każdy aspekt naszego życia, by wszelkie formalności załatwiać jedynie drogą cyfrową, a także dokumenty sprowadzać do tej formy? Więcej z tego zagrożeń jak pożytku i mało tego skazywanie się na bycie uzależnionym od sieci gdziekolwiek się jest i cokolwiek się robi - czołowy przykład? - smartfony, urządzenie, które ma dostarczać rozrywki, informacji i spełniać funkcję ekstra - jak bycie kluczykami do samochodu czy mobilnym portfelem. Z dekady 2000-2009 można wyciągnąć wiele pozytywnych wniosków, powracając do rzeczy sprawdzonych można eliminować te, które za bardzo szkodzą - np. powrót do klasycznych komórek, by dzwonić tylko i sms-ować od czasu do czasu, a zamiast mediów społecznościowych i setek kontaktów to wymiana informacji drogą e-mailową z kilkoma ale zaufanymi kontaktami. Zdjęcia robić aparatem cyfrowym by później je wywołać i umieścić w albumie jako pamiątka dla bliskich znajomych i rodziny. Postęp cyfrowo-technologiczny i medialno-marketingowy trzeba umieć wyważyć i zracjonalizować by te sektory służyły ludziom a nie ludzie im, będąc ich ofiarami i zakładnikami, bezgranicznie od nich uzależnionymi. W wielu kwestiach regres technologiczny może przynieść więcej dobrego i więcej pozytywnych efektów niż się tego spodziewamy.
odpowiedź
User
Niki Nik
Jeśli ludzie zaczną mieć własne zdanie, będą myśleć trzeźwo i racjonalnie, będą dociekliwi, żądni wiedzy to będą się rozwijały elity i inteligencje narodowe w Polsce, tak jak było to w czasach przedwojennych, ale będzie to bolesne dla marketingu i mediów, bowiem to często właśnie te dwa czynniki wpływają na opinie ludzi, jeśli więc staną się oni oporni na ogłupianie, manipulację i oszukiwanie to te dwa sektory będą miały coraz to mniejsze pole działań, a nie oszukujmy się media żyją dzięki różnorodności zdań i podzieleniu społeczeństwa, marketing żyje zaś z zachcianek i słabostek ludzkich, a co sprawi, że ludzie będą nim zainteresowani? - odpowiedź prosta -cyfryzacja, bo dzięki niej nie musi zapychać nam skrzynek pocztowych masą reklam, teraz na bazie naszych zachowań w sieci marketing profiluje reklamy jak najbardziej precyzyjnie by zachęcić nas do ewentualnego kupna jakiegoś przedmiotu, jednak odbywa się to coraz częściej kosztem naszej prywatności, już w grę nie wchodzą dane podstawowe, marketing chciałby wiedzieć niemal wszystko o nas, ale jest to niebezpieczne i praktyki polegające na perfidnym gromadzeniu zbyt dużego bagażu danych powinny być zakazane. Żaden postęp w sferze medialno-marketingowo-cyfrowo-technologicznej nie może odbywać się kosztem utraty bezpieczeństwa, prywatności czy nawet zdrowia, a także z poczuciem bycia śledzonym, podglądanym czy podsłuchiwanym, jeśli zaś wszystko jest na przekór tym zasadom, a wszelkie zmiany w tych zakresach wdraża się mimo obaw społecznych, nastrojów sceptycznych, a nawet stawiając ludzi przed faktem dokonanym nie pytając o zdanie czy nawet akceptację to społeczeństwo ma naturalne prawo do zbojkotowania takiego pseudo-postępu, bo to nie postęp a jakaś mania spłycania, bzik, fetysz, by wszystko cyfryzować i automatyzować. Wystarczy spojrzeć jak w ciągu kilku lat dokonała się inżynieria psychospołeczna za sprawą smartfonów i mediów społecznościowych typu Facebook czy Instagram, te dwie rzeczy zmieniły optykę na rzeczywistość u mnóstwa ludzi, zmieniły mentalność o 180 stopni. Zmiany w zakresach medialno-marketingowo-cyfrowo-technologicznych nie mogą i nie powinny ingerować w relacje międzyludzkie, a definitywnie ingerują i wcale nie przyczyniają się bowiem do zacieśniania więzi, budowania zaufania między sobą, efekt jest całkowicie odwrotny - lawinowy wzrost depresji wśród młodych ludzi, popadanie w kompleksy, spadek twórczego i kreatywnego myślenia. Należy tylko współczuć dzieciakom, które nie zaznały czasów sprzed pojawienia się smartfonów i mediów społecznościowych. Skoro dorośli ludzie urodzeni w latach 60, 70 i 80 pamiętają czasy, gdzie nie było smartfonów, a media społecznościowe dopiero zaczynały się pojawiać - mówię tu latach 1995-2009 to powinni stanąć w obronie tego co utracili - czyli naturalności spotkań, którym nie towarzyszyły smartfony ani media społecznościowe. Mówi się, że lata 70, 80 i 90 na świecie miały swoje uroki, miały klimaty( nie mówię o Polsce, bo Polska dopiero w latach 90 była świeżo po upadku komunizmu), dlaczego zatem tak było? Ano dlatego, że była swojego rodzaju dynamika społeczna, ciągle coś się działo, ludzie byli bardziej aktywni, bardziej zaangażowani w życie i sprawy społeczne. Od 2010, może 2012 roku a więc czasów, gdzie smartfony funkcjonują pełną gębą, a media społecznościowe zakorzeniły się na dobre jest swego rodzaju stagnacja, jakiś taki marazm, nikomu nic się nie chce, każdy udaje, że nie ma czasu, wszyscy są zaganiani, ale co ciekawe na przykładowego Facebooka zawsze znajdą czas, na Smartfona tym bardziej. Paradoksalnie wszystko co potrzeba do życia zawarła w sobie dekada 2000-2009, no bo tak: Internet był, telefony komórkowe(zwykłe) były, sprzęt RTV i AGD( jedne i drugie zwykłe nie inteligentne) były. No więc czego chcieć więcej? Czy na prawdę musimy psuć wszystko by maszyny/roboty robiły za nas a algorytmy i sztuczna inteligencja myślały za nas? To jakaś niedorzeczność. Po co to wszystko? Po co to podpinanie do sieci każdego urządzenia( mowa o internecie rzeczy)? Po co to wciskanie na siłę cyfryzacji w każdy aspekt naszego życia, by wszelkie formalności załatwiać jedynie drogą cyfrową, a także dokumenty sprowadzać do tej formy? Więcej z tego zagrożeń jak pożytku i mało tego skazywanie się na bycie uzależnionym od sieci gdziekolwiek się jest i cokolwiek się robi - czołowy przykład? - smartfony, urządzenie, które ma dostarczać rozrywki, informacji i spełniać funkcję ekstra - jak bycie kluczykami do samochodu czy mobilnym portfelem. Z dekady 2000-2009 można wyciągnąć wiele pozytywnych wniosków, powracając do rzeczy sprawdzonych można eliminować te, które za bardzo szkodzą - np. powrót do klasycznych komórek, by dzwonić tylko i sms-ować od czasu do czasu, a zamiast mediów społecznościowych i setek kontaktów to wymiana informacji drogą e-mailową z kilkoma ale zaufanymi kontaktami. Zdjęcia robić aparatem cyfrowym by później je wywołać i umieścić w albumie jako pamiątka dla bliskich znajomych i rodziny. Postęp cyfrowo-technologiczny i medialno-marketingowy trzeba umieć wyważyć i zracjonalizować by te sektory służyły ludziom a nie ludzie im, będąc ich ofiarami i zakładnikami, bezgranicznie od nich uzależnionymi. W wielu kwestiach regres technologiczny może przynieść więcej dobrego i więcej pozytywnych efektów niż się tego spodziewamy.

wszystko fajnie, ale nie da się tego czytać ze względu na formę
odpowiedź